JAKUB GIERSZAŁ – NAJLEPSZY – RECENZJA FILMU

Jakub Gierszał to aktor wybitny. Nie mam co do tego wątpliwości, że najbardziej obiecujący, jeśli chodzi o młode pokolenie.

A że w kinie spędzam 70 % swojego życia, to kiedy podjęłam decyzję, żeby obejrzeć „Najlepszego”, to pomimo uznania dla ról Jakuba,  obawiałam się jego przewidywalności. Czytałam o tym filmie recenzje, wiedziałam, że będzie to klasyczna podróż bohatera i pomyślałam, że nie zdzierżę kolejnej, jednoznacznej hollywoodzkiej produkcji, o tym, że było ciężko, ale jednak warto.

 

Ale ten film, przeniósł mnie do podróży w głąb siebie i rzeczywiście zmotywował do działania.

 

I nie chodzi mi teraz o pseudo nawoływanie do uwielbienia życia, tylko o zwyczajne przemyślenie, że nawet z największej czarnej dupy – jesteś w stanie wyjść obronną ręką.

Jeśli ktoś z Was zastanawia się, czy pójść do kina na „Najlepszego” z Jakubem Gierszałem, to podejmie naprawdę dobrą decyzję. Jeśli ktoś z Was śledzi aktorskie losy Jakuba i widział jego wcześniejsze granie,  to kreacja w „Najlepszym”, gdzie wciela się w rolę Jerzego Górskiego, pokazuje, z jak wielką dojrzałością sceniczną  mamy do czynienia.

 

Fabuła filmu jest klasyczną podróżą bohatera, który wpadając w nałóg narkotykowy, w pewnym momencie zmienia się i dążąc do celu wygrywa podwójny triathlon. Zostaje Mistrzem Świata.

 

I to nie byłby ciekawy film, gdyby nie fakt, że splot zdarzeń jaki mu towarzyszy i role zagrane po mistrzowsku, budują z tego filmu przejmujące widowisko. Nie byłby też tak poruszający, gdyby nie świadomość, że historia w nim opowiedziana, wydarzyła się naprawdę.

 

Główny bohater, pokazany jako narkoman, który wciąga do tej brudnej gry także swoją dziewczynę, na początku nie zdaje sobie sprawy, jak kosztowna ta gra będzie dla niego i ludzi, których spotyka. W oparach wymiotów, zakrwawionych strzykawek i kolorowych wizji, nie zauważa, że z dnia na dzień umiera.

 

Potem przychodzi pierwsza próba zetknięcia się z bezsilnością, kiedy okazuje się, że zostaje ojcem, a potem jego dziewczyna zmieniona w warzywo, zostawia ich dziecko pod opieką największego wroga Jurka – jej ojca.

 

Kiedy zaczynasz patrzeć na to, co nałóg powoduje w ludziach, ile kogoś kosztuje wyjście ze swojego uzależnienia, to kończysz na tym, że jest komuś po prostu trudno.

Ale kiedy oglądasz ten film i widzisz Gierszała, który trafia do Monaru, to się zastanawiasz czy to na pewno tylko „trudność”, bo w filmie jest to tak autentyczne, że kiedy główny bohater rzyga – to zbiera Ci się na wymioty, kiedy płacze, to szukasz chusteczek, kiedy rozmawia ze swoim lustrzanym odbiciem, to się zastanawiasz, czy obok to samo odbicie nie zabija Ciebie.

 

Poruszające jest to, z jak wielką motywacją Jerzy dąży do swojego celu. Wraca do sportu, uczy się pływania, jeździ na starym rowerze, ale za każdym razem upada i wtedy goli głowę. I jest to  traumatyczne przeżycie. W Monarze spotyka podobnych do siebie, jedni golą głowy, drudzy się wieszają, inni nie rozumieją, po co się tam znaleźli.

 

I to też byłoby przewidywalne, gdyby nie fakt, że cała historia opiera się na jednym celu – zrobić wszystko, by odzyskać córkę. A motywacja jest jeszcze większa, kiedy Jerzy uświadamia sobie, że nie chce być takim ojcem, jakiego sam ma. Nie chce być kimś, przez kogo wszystko straciło sens.

 

W dzieciństwie bicie, poniżanie, mówienie, że do niczego nie dojdzie, spowodowało wiarę w to, że tak jest. Co za tym idzie, wejście w świat uzależnienia, bo skoro do niczego się nie nadaje, to tylko w takim świecie, mógłby być tym, kim chce.

 

Kiedy udaje mu się wyjść z nałogu, czeka go kolejna bolesna próba i jeśli obejrzysz ten film, to zrozumiesz, że nie ma rzeczy niemożliwych.

 

Kiedy udaje mu się wygrać triathlon, to sposób w jaki została w tym filmie pokazana jego droga, spowoduje u Ciebie dreszcze.

 

Dawno nie widziałam tak dobrze zmontowanych klatek. Mistrzostwo. Dawno nie widziałam tak świetnie odegranej głównej roli. Na uwagę też zasługuje odegranie przez Jakuba swojego czarnego charakteru – w filmie pokazane są 2 gadające do siebie postaci, które są podwójnym życiem bohatera.

 

Jeśli cenisz Gajosa to epizod, jaki tam ma, grając Kotańskiego, jak zwykle powala szczerością. Podobnie jak rola matki odegrana przez Magdalenę Cielecką. Rola Próchniak, która jest filmową dziewczyną bohatera jest jej najlepszą kreacją, jaką do tej pory widziałam.

 

I można by o oczywiście napisać, że to trochę hollywoodzka produkcja sensów pt: Był nikim, a po wielu próbach stał się wielki, tylko że w tym filmie ani razu nie masz poczucia, że tak jest. Poruszający scenariusz, z brudnymi kolorami, bardzo dobrymi zdjęciami i światem, w który wchodzisz od pierwszej minuty filmu.

 

Światem, który rozpoczynasz ciemnością, wchodzeniem do brudnych pomieszczeń, gdzie stykasz się z bezsensem i umieraniem. W młodym wieku. Bez perspektywy na przyszłość.

A potem wychodzisz z tej jednoznaczności i dostrzegasz kolory. Te kolory zamieniają się w cel. I widzisz go już wtedy, kiedy idziesz na kurs tańca i czujesz, że to tango, ma więkze znaczenie niż Twoja pierwsza dyskoteka w podstawówce.

Skaczesz po scenach tak jak bohaterowie. Od emocji tak negatywnej, że ściska Cię w żołądku, do euforii, która zostaje w głowie na długo.

Film przestaje tu być filmem i od początku zmagań bohatera, wsiadasz z nim na rower i biegniesz razem z nim, pokonując kolejne przeszkody. Przeszkody wcale nie są oczywiste. Nie mieszczą ci się w głowie, tak samo jak Jurkowi, który będąc już prawie u szczytu, znowu spada na samo dno, tym razem nie z powodu narkotyków, chociaż i te pojawiają się na drodze z zupełnie innego powodu.

 

„Najlepszy” rzeczywiście pozwala uwierzyć w to, że jeśli wiesz dokąd zmierzasz, jesteś w stanie pokonać każdą przeszkodę. Warto o takich drogach opowiadać. Warto pójść do kina na ten film.

 

Polecam !